Nerwowa wieczorna wizyta u przystojnego dentysty: od strachu do namiętnej rozkoszy
Wieczór pełen nerwów: przybycie do gabinetu przystojnego dentysty Fabiana
Naprawdę byłam w strzępach nerwów, kiedy tego wieczoru parkowałam samochód przed zaciemnionym budynkiem kliniki dentystycznej. Miałam dwadzieścia osiem lat, a wizyta u dentysty zawsze budziła we mnie paniczny strach – serce waliło mi jak młotem, dłonie pociły się, a w głowie kłębiły się wizje borowania i bólu. Zęby bolały mnie od tygodnia, ale dopiero dziś, po godzinach pracy, doktor Fabian miał czas na pilną konsultację. Był jedynym dentystą w mieście, który przyjmował wieczorami, i słyszałam od koleżanek, że jest nie tylko genialny, ale i przystojny jak z okładki magazynu. Ale co z tego, skoro ja ledwo zipałam z nerwów?
Weszłam do holu, oświetlonego delikatnym światłem neonów. Recepcja pusta – wieczór zobowiązywał. Drzwi gabinetu uchyliły się i stanął w nich on: doktor Fabian, wysoki, atletycznie zbudowany mężczyzna po trzydziestce, z ciemnymi włosami zaczesanymi do tyłu i uśmiechem, który mógłby stopić lód. Miał na sobie biały kitel, opinający szerokie ramiona, i spodnie podkreślające muskularne uda. Jego oczy, zielone i przenikliwe, od razu mnie przeszyły.
– Dobry wieczór, pani Sylwio. Zapraszam – powiedział głębokim, spokojnym głosem, który działał jak balsam na moje nerwy.
– D-dobry wieczór, doktorze – wymamrotałam, wchodząc do środka. Gabinet pachniał czystością i lekką nutą jego wody kolońskiej – męską, drzewną.
Usiadłam na fotelu dentystycznym, a on zamknął drzwi na klucz, tłumacząc, że wieczorem lubi mieć spokój. Pierwszy raz poczułam dreszcz, nie tylko strachu, ale czegoś innego, gdy jego dłoń musnęła moje ramię, zakładając fartuch ochronny. Był ciepły, pewny siebie. Zbadał mi zęby lusterkiem, świecąc lampą, a ja zacisnęłam pięści na podłokietnikach.
– Proszę się rozluźnić, Sylwio. Nic pani nie grozi. Widzę stan zapalny, ale da się wyleczyć bez borowania dziś – mruknął, pochylając się blisko. Jego oddech owiał mi policzek, a ja poczułam, jak rumienię się jak nastolatka.
– Naprawdę? Bo ja tak się boję... – przyznałam, patrząc w jego oczy.
Uśmiechnął się, kładąc dłoń na moim ramieniu. – Wiem. Wiele pacjentek tak ma. Ale ja dbam o komfort. Może herbata miętowa, żeby się uspokoić?
Kiwnęłam głową, a on wyszedł na chwilę. Siedziałam tam, wdychając jego zapach, i pierwszy raz pomyślałam, że ta wizyta może być czymś więcej niż medycyną. Wrócił z kubkiem, usiadł obok i zaczął delikatnie masować mi kark.
– Odpręż się. Dotyk jego palców był elektryzujący – ciepły, profesjonalny, ale z nutą intymności. Opowiedziałam mu o swoim lęku, o dzieciństwie, o tym, jak dentysta kiedyś mnie zranił. Słuchał uważnie, kiwając głową.
– Jesteś bezpieczna ze mną, Sylwio. Całkowicie – szepnął, a jego palce zsunęły się niżej, na moje plecy.
Czułam, jak napięcie opada, ustępując miejsca ciepłu w podbrzuszu. To był początek. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, a on opowiedział o sobie – o pasji do zawodu, o wieczornych dyżurach dla takich jak ja. Jego głos hipnotyzował. W końcu wrócił do badania, ale tym razem jego ruchy były wolniejsze, bardziej zmysłowe. Przesuwał narzędziami po moich zębach, a ja wyobrażałam sobie te ręce na sobie całej. Serce biło mi szybciej, nie z lęku. Kiedy skończył oględziny, pochylił się i otarł ustami o moje ucho.
– Wszystko będzie dobrze. Zostań chwilę, pogadajmy.
Nie protestowałam. Siedziałam tam, patrząc, jak zdejmuje kitel, pod którym miał obcisłą koszulę. Przystojny dentysta stał się mężczyzną moich marzeń. Rozmowa zeszła na tematy osobiste – samotność, stres codzienny. Przyznałam, że od dawna nie byłam z nikim blisko. On też – rozstał się niedawno.
– Jesteś piękną kobietą, Sylwio. Nie powinnaś się bać niczego – powiedział, głaszcząc moją dłoń.
Dreszcz podniecenia przeszedł mnie na wskroś. Nie wiedziałam, co przyniesie reszta wieczoru, ale wiedziałam, że chcę więcej.
Weszłam do holu, oświetlonego delikatnym światłem neonów. Recepcja pusta – wieczór zobowiązywał. Drzwi gabinetu uchyliły się i stanął w nich on: doktor Fabian, wysoki, atletycznie zbudowany mężczyzna po trzydziestce, z ciemnymi włosami zaczesanymi do tyłu i uśmiechem, który mógłby stopić lód. Miał na sobie biały kitel, opinający szerokie ramiona, i spodnie podkreślające muskularne uda. Jego oczy, zielone i przenikliwe, od razu mnie przeszyły.
– Dobry wieczór, pani Sylwio. Zapraszam – powiedział głębokim, spokojnym głosem, który działał jak balsam na moje nerwy.
– D-dobry wieczór, doktorze – wymamrotałam, wchodząc do środka. Gabinet pachniał czystością i lekką nutą jego wody kolońskiej – męską, drzewną.
Usiadłam na fotelu dentystycznym, a on zamknął drzwi na klucz, tłumacząc, że wieczorem lubi mieć spokój. Pierwszy raz poczułam dreszcz, nie tylko strachu, ale czegoś innego, gdy jego dłoń musnęła moje ramię, zakładając fartuch ochronny. Był ciepły, pewny siebie. Zbadał mi zęby lusterkiem, świecąc lampą, a ja zacisnęłam pięści na podłokietnikach.
– Proszę się rozluźnić, Sylwio. Nic pani nie grozi. Widzę stan zapalny, ale da się wyleczyć bez borowania dziś – mruknął, pochylając się blisko. Jego oddech owiał mi policzek, a ja poczułam, jak rumienię się jak nastolatka.
– Naprawdę? Bo ja tak się boję... – przyznałam, patrząc w jego oczy.
Uśmiechnął się, kładąc dłoń na moim ramieniu. – Wiem. Wiele pacjentek tak ma. Ale ja dbam o komfort. Może herbata miętowa, żeby się uspokoić?
Kiwnęłam głową, a on wyszedł na chwilę. Siedziałam tam, wdychając jego zapach, i pierwszy raz pomyślałam, że ta wizyta może być czymś więcej niż medycyną. Wrócił z kubkiem, usiadł obok i zaczął delikatnie masować mi kark.
– Odpręż się. Dotyk jego palców był elektryzujący – ciepły, profesjonalny, ale z nutą intymności. Opowiedziałam mu o swoim lęku, o dzieciństwie, o tym, jak dentysta kiedyś mnie zranił. Słuchał uważnie, kiwając głową.
– Jesteś bezpieczna ze mną, Sylwio. Całkowicie – szepnął, a jego palce zsunęły się niżej, na moje plecy.
Czułam, jak napięcie opada, ustępując miejsca ciepłu w podbrzuszu. To był początek. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, a on opowiedział o sobie – o pasji do zawodu, o wieczornych dyżurach dla takich jak ja. Jego głos hipnotyzował. W końcu wrócił do badania, ale tym razem jego ruchy były wolniejsze, bardziej zmysłowe. Przesuwał narzędziami po moich zębach, a ja wyobrażałam sobie te ręce na sobie całej. Serce biło mi szybciej, nie z lęku. Kiedy skończył oględziny, pochylił się i otarł ustami o moje ucho.
– Wszystko będzie dobrze. Zostań chwilę, pogadajmy.
Nie protestowałam. Siedziałam tam, patrząc, jak zdejmuje kitel, pod którym miał obcisłą koszulę. Przystojny dentysta stał się mężczyzną moich marzeń. Rozmowa zeszła na tematy osobiste – samotność, stres codzienny. Przyznałam, że od dawna nie byłam z nikim blisko. On też – rozstał się niedawno.
– Jesteś piękną kobietą, Sylwio. Nie powinnaś się bać niczego – powiedział, głaszcząc moją dłoń.
Dreszcz podniecenia przeszedł mnie na wskroś. Nie wiedziałam, co przyniesie reszta wieczoru, ale wiedziałam, że chcę więcej.
Narastające napięcie podczas badania: dotyk rąk dentysty budzi pożądanie w nerwowej pacjentce
Siedziałam wciąż na fotelu, a doktor Fabian stał tak blisko, że czułam ciepło jego ciała. Jego dłoń na moim karku paliła jak ogień – delikatna, ale stanowcza. Naprawdę nie spodziewałam się, że wizyta u dentysty przerodzi się w coś tak zmysłowego. On wrócił do oględin, ale tym razem jego ruchy były inne: wolniejsze, bardziej intymne. Przesuwał lusterko po moich zębach, a ja nie mogłam oderwać wzroku od jego ramion napiętych pod koszulą.
– Otwórz szerzej, Sylwio. Tak, idealnie – mruknął, świecąc lampą. Jego oddech musnął moje usta, a ja poczułam wilgoć między udami. Pierwszy raz w życiu podnieciłam się u dentysty.
– Doktorze... Fabian... ja... – wyszeptałam, kiedy cofnął narzędzie.
– Coś nie tak? – zapytał, patrząc mi w oczy. Jego zielone tęczówki płonęły.
– Nie, to... twój dotyk... jest taki... kojący – przyznałam, czerwieniejąc.
Uśmiechnął się drapieżnie. – Lubię, kiedy pacjentki się rozluźniają. Może masaż szczęki? To pomaga na napięcie.
Kiwnęłam głową, a on położył dłonie po obu stronach mojej twarzy. Jego palce masowały delikatnie, schodząc niżej, na szyję, dekolt. Zamknęłam oczy, jęcząc cicho. Czułam, jak jego kciuk muska obojczyk, a potem zsuwa się pod fartuch, na krągłość piersi.
– Jesteś spięta wszędzie – szepnął, pochylając się. Jego usta były centymetry od moich.
– Fabian... co ty robisz? – zapytałam drżącym głosem, ale nie odepchnęłam go.
– Pomagam ci się odprężyć. Zgoda? – zapytał, czekając na mój znak.
– Tak... proszę – wyszeptałam, a on pocałował mnie. Pierwszy pocałunek był jak eksplozja – głęboki, dominujący, jego język tańczył z moim, smakując miętą i pożądaniem. Oderwał się, dysząc.
– Zdejmij fartuch, Sylwio.
Posłuchałam, a on rozpiął moją bluzkę, odsłaniając czarne koronkowe bielizny. – Piękna – mruknął, ssąc sutek przez materiał. Jęknęłam głośno, wijąc się na fotelu.
– Cicho, kochanie. Wieczorna wizyta ma być przyjemna – powiedział, zdejmując spodnie. Jego członek był twardy, imponujący, wyłaniając się z bokserek. Klęknął między moimi nogami, podciągając spódnicę – nie, miałam jeansy, ale szybko je rozpiął.
– Mokra dla mnie? – zapytał, wsuwając palec pod majtki.
– Tak... od chwili, gdy cię zobaczyłam – przyznałam.
Jego palce penetrowały mnie powoli, kręcąc w środku, drażniąc łechtaczkę kciukiem. Krzyczałam cicho, gryząc wargę. Potem wstał, zakładając prezerwatywę z szuflady – profesjonalny nawet w tym.
– Chcę cię tu, na fotelu – warknął, wchodząc we mnie jednym pchnięciem. Przeszył mnie ból i rozkosz – byłam ciasna z nerwów, ale szybko się rozluźniłam. Ruchał mnie mocno, trzymając za biodra, fotel skrzypiał rytmicznie.
– Jesteś moja pacjentka... moja suka – syczał, a ja błagałam o więcej.
– Mocniej, Fabian! Pieprz mnie!
Orgazm nadszedł falą – trząsłam się, krzycząc jego imię. On doszedł chwilę później, wypełniając gumkę gorącem. Opadliśmy zdyszani, on wciąż we mnie.
– Otwórz szerzej, Sylwio. Tak, idealnie – mruknął, świecąc lampą. Jego oddech musnął moje usta, a ja poczułam wilgoć między udami. Pierwszy raz w życiu podnieciłam się u dentysty.
– Doktorze... Fabian... ja... – wyszeptałam, kiedy cofnął narzędzie.
– Coś nie tak? – zapytał, patrząc mi w oczy. Jego zielone tęczówki płonęły.
– Nie, to... twój dotyk... jest taki... kojący – przyznałam, czerwieniejąc.
Uśmiechnął się drapieżnie. – Lubię, kiedy pacjentki się rozluźniają. Może masaż szczęki? To pomaga na napięcie.
Kiwnęłam głową, a on położył dłonie po obu stronach mojej twarzy. Jego palce masowały delikatnie, schodząc niżej, na szyję, dekolt. Zamknęłam oczy, jęcząc cicho. Czułam, jak jego kciuk muska obojczyk, a potem zsuwa się pod fartuch, na krągłość piersi.
– Jesteś spięta wszędzie – szepnął, pochylając się. Jego usta były centymetry od moich.
– Fabian... co ty robisz? – zapytałam drżącym głosem, ale nie odepchnęłam go.
– Pomagam ci się odprężyć. Zgoda? – zapytał, czekając na mój znak.
– Tak... proszę – wyszeptałam, a on pocałował mnie. Pierwszy pocałunek był jak eksplozja – głęboki, dominujący, jego język tańczył z moim, smakując miętą i pożądaniem. Oderwał się, dysząc.
– Zdejmij fartuch, Sylwio.
Posłuchałam, a on rozpiął moją bluzkę, odsłaniając czarne koronkowe bielizny. – Piękna – mruknął, ssąc sutek przez materiał. Jęknęłam głośno, wijąc się na fotelu.
– Cicho, kochanie. Wieczorna wizyta ma być przyjemna – powiedział, zdejmując spodnie. Jego członek był twardy, imponujący, wyłaniając się z bokserek. Klęknął między moimi nogami, podciągając spódnicę – nie, miałam jeansy, ale szybko je rozpiął.
– Mokra dla mnie? – zapytał, wsuwając palec pod majtki.
– Tak... od chwili, gdy cię zobaczyłam – przyznałam.
Jego palce penetrowały mnie powoli, kręcąc w środku, drażniąc łechtaczkę kciukiem. Krzyczałam cicho, gryząc wargę. Potem wstał, zakładając prezerwatywę z szuflady – profesjonalny nawet w tym.
– Chcę cię tu, na fotelu – warknął, wchodząc we mnie jednym pchnięciem. Przeszył mnie ból i rozkosz – byłam ciasna z nerwów, ale szybko się rozluźniłam. Ruchał mnie mocno, trzymając za biodra, fotel skrzypiał rytmicznie.
– Jesteś moja pacjentka... moja suka – syczał, a ja błagałam o więcej.
– Mocniej, Fabian! Pieprz mnie!
Orgazm nadszedł falą – trząsłam się, krzycząc jego imię. On doszedł chwilę później, wypełniając gumkę gorącem. Opadliśmy zdyszani, on wciąż we mnie.
Kulminacja wieczoru: od pacjentki do kochanki dentysty w gabinecie pełnym rozkoszy
Po tym pierwszym orgazmie wciąż drżałam, ale Fabian nie skończył. Wyciągnął się ze mnie powoli, zdejmując prezerwatywę, a ja patrzyłam na jego wciąż twardego członka z podziwem. Naprawdę nie wierzyłam, że nerwowa wizyta u dentysty skończy się takim wybuchem namiętności. Leżałam na fotelu, naga od pasa w górę, z majtkami zsuniętymi na kostki.
– Jeszcze nie koniec, Sylwio. Chcę cię całą – powiedział, podnosząc mnie i sadzając na blacie z narzędziami. Odsunął ostrożnie sprzęt, kładąc mnie na plecach. Jego usta zstąpiły na moje łono.
– Fabian... oralny u dentysty? – jęknęłam, ale rozłożyłam nogi szerzej.
– Tak, pacjentko. Smakujesz obłędnie – mruknął, liżąc mnie zachłannie. Jego język wirował wokół łechtaczki, ssąc ją, wbijając palce głęboko. Krzyczałam, wbijając paznokcie w blat. Drugi orgazm przyszedł błyskawicznie – tryskałam mu w usta, wijąc się w ekstazie.
– Pyszna – oblizał wargi, wstając. Pocałował mnie, dzieląc mój smak. Potem odwrócił mnie twarzą do lustra na ścianie – widziałam nas oboje: mnie bladą z rozkoszy, jego dominującego, z kutasem gotowym.
– Patrz, jak cię biorę od tyłu – warknął, wchodząc w moje usta najpierw. Ssałam go łapczywie, czując słony smak, głęboko połykając. Gag reflex mnie pokonał, ale on chwalił:
– Dobra dziewczynka. Teraz cipka.
Wsunął się w moją wilgotną szparkę od tyłu, trzymając za włosy. Lustro pokazywało wszystko: jego biodra uderzające o moje pośladki, piersi podskakujące, moją twarz w błogości. Ruchał mocno, klepiąc tyłek.
– Lubisz, co? Nerwowa suczka stała się nimfomanką.
– Tak! Jesteś moim dentystą-marzeniem! – wołałam.
Zmienił pozycję – usiadł na fotelu, a ja osiadłam na nim okrakiem, ujeżdżając dziko. Jego ręce ściskały moje piersi, szczypiąc sutki. Całowaliśmy się namiętnie, gryząc wargi.
– Dochodzę... znowu! – krzyknęłam, a on wypełnił drugą prezerwatywę.
Opadliśmy wyczerpani. Przytulił mnie, głaszcząc włosy.
– To była najlepsza wizyta, Sylwio. Wracaj po więcej.
– Obiecuję. Od lęku do miłości w jeden wieczór – szepnęłam.
Ubrałam się, on mnie pożegnał pocałunkiem. Wyszedłszy, czułam się nowa – zęby mniej bolały, a serce biło z pożądania. Satysfakcjonujące zakończenie – wiedziałam, że wrócę.
– Jeszcze nie koniec, Sylwio. Chcę cię całą – powiedział, podnosząc mnie i sadzając na blacie z narzędziami. Odsunął ostrożnie sprzęt, kładąc mnie na plecach. Jego usta zstąpiły na moje łono.
– Fabian... oralny u dentysty? – jęknęłam, ale rozłożyłam nogi szerzej.
– Tak, pacjentko. Smakujesz obłędnie – mruknął, liżąc mnie zachłannie. Jego język wirował wokół łechtaczki, ssąc ją, wbijając palce głęboko. Krzyczałam, wbijając paznokcie w blat. Drugi orgazm przyszedł błyskawicznie – tryskałam mu w usta, wijąc się w ekstazie.
– Pyszna – oblizał wargi, wstając. Pocałował mnie, dzieląc mój smak. Potem odwrócił mnie twarzą do lustra na ścianie – widziałam nas oboje: mnie bladą z rozkoszy, jego dominującego, z kutasem gotowym.
– Patrz, jak cię biorę od tyłu – warknął, wchodząc w moje usta najpierw. Ssałam go łapczywie, czując słony smak, głęboko połykając. Gag reflex mnie pokonał, ale on chwalił:
– Dobra dziewczynka. Teraz cipka.
Wsunął się w moją wilgotną szparkę od tyłu, trzymając za włosy. Lustro pokazywało wszystko: jego biodra uderzające o moje pośladki, piersi podskakujące, moją twarz w błogości. Ruchał mocno, klepiąc tyłek.
– Lubisz, co? Nerwowa suczka stała się nimfomanką.
– Tak! Jesteś moim dentystą-marzeniem! – wołałam.
Zmienił pozycję – usiadł na fotelu, a ja osiadłam na nim okrakiem, ujeżdżając dziko. Jego ręce ściskały moje piersi, szczypiąc sutki. Całowaliśmy się namiętnie, gryząc wargi.
– Dochodzę... znowu! – krzyknęłam, a on wypełnił drugą prezerwatywę.
Opadliśmy wyczerpani. Przytulił mnie, głaszcząc włosy.
– To była najlepsza wizyta, Sylwio. Wracaj po więcej.
– Obiecuję. Od lęku do miłości w jeden wieczór – szepnęłam.
Ubrałam się, on mnie pożegnał pocałunkiem. Wyszedłszy, czułam się nowa – zęby mniej bolały, a serce biło z pożądania. Satysfakcjonujące zakończenie – wiedziałam, że wrócę.